
Ściana zwycięstwa
Poniżej znajdziesz wpisy osób które wyszły z zaburzeń lękowych z naszych społeczności.
Poniższe świadectwa pochodzą z forum zaburzeni.pl oraz grupy na Facebook’u Stowarzyszenie Psychologiczne – Zaburzeni&Odburzeni którą prowadzę. Listę aktualizuję w wolnych chwilach.
Spis treści
- 1. Marta: Jestem już po
- 2. Adrianna: Nerwica zmieniła mnie o 180 stopni
- 3. Gabriel: Post odburzeniowy
- 4. Ania: Cuda się zdarzają!
- 5. Wyzdrowiałem (unknown_c4hir)
- 6. Odburzony! (Krystian S)
- 7. Sebek odburzony! (kamilpc)
- 8. Sajonara (bart)
- 9. Wyzdrowiałam z nerwicy (Malayya)
- 10. Jak wyszłam z zaburzenia lękowego (kwiateczek)
- 11. Koniec DD (Ziomek)
- 12. Co tu dużo gadać… przeszło! (Wanior91)
- 13. Kurtyna nerwicy opadła (ssaa)
- 14. Nerwica faktycznie mija (beffy)
- 15. Walka dobiegła końca!! (sebooo)
- 16. Jak wyszedłem z bezsenności (HooSee)
- 17. Wolność!! (Sylwek94)
- 18. Normalność! (TomaszCoMasz)
- 19. Koniec z lękiem społecznym! (Agata25)
- 20. Koniec z nerwicą natręctw myślowych – ROCD (martinsonetto)
1. Marta: Jestem już po
Źródło: Grupa FB
Hej! Witam wszystkich! Jestem nowa-nienowa, gdyż przysłuchiwałam się czasem uważnie, czasem (z powodu dd) mniej uważnie nagraniom chłopaków, a później już samego Hewada. Moja przygoda z nerwicą zaczęła się rok temu w połowie lata od zdań: „Marta, ale Ty schudłaś. Wyglądasz, jakby coś Tobie zżerało mięśnie” – wystarczyło. Później już było z górki, udary, choroby Crohna, schizofrenie, raki-sraki. Nie obeszło się rzecz jasna bez rocd, hocd. Od pewnego czasu mam to z głowy. Nie trzęsę już dupką. Jestem silna, poukładana i bardzo wdzięczna, że mój mądry organizm się tak przegrzał i dał mi znać, jak bardzo błądzę i, że jestem tego mocno nieświadoma. Obeszło się u mnie bez terapii i leków…. Ale, jakby nie o tym chciałam w sumie. Chciałam po prostu podziękować. Nie pierwszy w sumie już raz. Chciałam powiedzieć WIELKIE DZIĘKUJĘ dla Was chłopaki. Otwieracie ludziom oczy i głowę, a w efekcie również serca. Tłumaczycie to logicznie i prosto. Pozwalacie realnie wyśmiać. Bardzo Wam dziękuję. Jesteście magicznym źródłem, z którego mogłam się napić. Trzymam wielkie kciuki za Was wszystkich. DZIĘKUJĘ ✌️✌️✌️✌️✌️ ☀️
2. Adrianna: Nerwica zmieniła mnie o 180 stopni
Źródło: Grupa FB
Nerwica zmieniła moje życie o 360 stopni. Dbam o swoje zdrowie i cieszę się każdą chwilą (bowiem w zaburzeniu byłam pewna że umrę), przestałam palić papierosy, przestałam przejmować się głupotami, bzdurami, mało znaczącymi sprawami. Na stresy i trudne sytuacje reaguję całkiem inaczej niż kiedyś. Jestem spokojniejsza. Przestały się dla mnie liczyć rzeczy materialne i pieniądze. Bardziej doceniam dobrych ludzi w moim życiu, zaś bardziej unikam złych ludzi. Nie wchodzę w fałszywe relacje, nie przebywam z osobami które nie szanują mnie i innych. Trzymam się z dala od toksycznych osobników. Cieszę się moją rodziną, bardziej ją doceniam. Nie chowam w sobie urazy jak kiedyś. Jestem bardziej tolerancyjna. Lubię minimalizm. Spędzam mniej czasu w pracy. Nie przejmuję się opinią innych. Żyję w zgodzie ze sobą. Doceniam każdy dzień. Zaburzenie mnie uratowało.
3. Gabriel: Post odburzeniowy
Źródło: Grupa FB
Ale najpierw przepis jaki wymyśliłem: Dodaj akceptację, postawę przyjacielską, według uznania wyrozumiałość, trochę ignorancji, nie zapomnij o silnej woli – wymieszaj i wypij. Zalecane ćwiczenie, weź zamach i kopnij w du*ę zaburzenie i patrz jak leci na marsa. A propos sinej woli, pochwalę się, że udało mi się rzucić palenie.
No dobra może przyciągnąłem Waszą uwagę, ten post będzie się opierał na przykładach z życia wziętych, moich wnioskach i zmianie z pesymisty na realistę, będzie tutaj sporo cenzury, bo tych głupot nie w sposób opisać inaczej.
Więc… moją nerwicę tak na prawdę zapoczątkowała trauma, te omdlenia o których pisałem wzięły się ze stresu pourazowego. To nie nerwica je spowodowała, tylko one nerwicę, teraz to wiem.
Na pierwszy ogień idzie moja historia z rezonansem. Rezonans miał być z kontrastem, więc od razu pojawiła się myśl, że przy tym zasłabnę. Pamiętam jak dziś, kiedy w poczekalni reagowałem śmiechem ale moje myśli wyglądały tak „kur*aaaaa”, na szczęście żonie udało się skutecznie odwrócić moją uwagę. Na tym badaniu trzymali mnie chyba ze 40 min, ja już się zastanawiałem co oni tam szukają. Po badaniu wiadomo potem człowiek się martwi wynikami. Popełniłem fundamentalny błąd i czytałem o objawach, dopiero potem przyjąłem to na chłodno – przecież wujek Google nawet i z kataru zdiagnozuje dengę. Mój wniosek: sami sobie tworzymy rangę zaburzenia. Okazało się że mam problemy z zatokami i potem już o nic nie pytałem „wujka”.
Druga historia, to historia mojego ojca a raczej jego choroba, było wtedy ciężko. Poradziłem sobie tym, że skupiłem się na bliskich. Moja matka też ma nerwicę, do ojca trzeba było dojechać do szpitala i cóż – nie miałem nawet głowy zastanawiać się czy moje lęki się odezwą, musiałem z nią wtedy być. W tamtym czasie moja córka była jeszcze malutka, żona również mnie potrzebowała, musieliśmy się wzajemnie wspierać. Czułem się wtedy fizycznie do bani, zmęczenie było ogromne, ale jak człowiek musi to sobie da radę. Wiedziałem, że tak będę się czuł, trudno żeby nie. To normalne że się boimy, szczególnie czegoś nieznanego – nie zastanawiałem się nawet czy mam myśl taką czy inną.
Kolejna historia to szkolenie BHP w pracy, tam akurat były poruszane tematy wypadków i poczułem że robi mi się słabo. Poprosiłem znajomego, żeby ze mną wyszedł – nawet do drzwi nie dotarłem i tak oto wywinąłem Jacksona na środku sali. Wtedy się tym przejąłem, czułem się zażenowany, ale dziś? Jakie to ma znaczenie? Dziś już nikt o tym nie wspomina. Skupiłem się na właściwych ludziach a nie na bandzie idiotów. Wczoraj spotkałem się z mega wyrozumiałością i wsparciem.
Kolejna rzecz dla mnie istotna to zaakceptowanie niewiedzy, brak asertywności i pewności siebie. Mam kuzyna który lubił się nade mną psychicznie znęcać. Pomogła mi książka „Mistrz ciętej riposty” – o postawie biernej, asertywnej i agresywnej. Kuzyn ją zobaczył i już chciał mi podgryzać, a ja mu na to że chcę się nauczyć radzić z takimi typami jak on – jego mina była epicka, poczułem że ciężar odchodzi. Na pewność siebie stosowałem afirmacje i medytacje. Zmieniłem postawę z pesymistycznej na realistyczną, stosuję też dialog wewnętrzny – tłumaczę sobie wszystko na spokojnie i logicznie.
Kilka moich rad: Perfekcjonizm to zło. Wybacz sobie swoje błędy, każdy je popełnia. Jak mnie coś męczy, zapisuję takie myśli – kiedy uda mi się uspokoić, inaczej mogę na te zapisy spojrzeć. Akceptuj siebie i swoje wady. Bądź obserwatorem, nie sędzią. A co do intuicji: nie jestem nieomylny i super mądry, ale lepiej się uczyć na swoich błędach niż cudzych opiniach.
No i sakramentalne: teraz wiem, że w zaburzeniu powinienem zobaczyć co najwyżej małego padalca, a ja zrobiłem z tego Jurastic World – wszędzie biegały dzikie dinozaury. Oczywiście co napisałem odnoszę do siebie, może to pomoże choć jednej osobie. A i należy pamiętać, że nawet bez zaburzenia życie będzie pełne wyzwań – ale to od nas zależy co zobaczymy. Dziękuję wszystkim z administracji i moderatorów, jesteście the best of the best. Trzymajcie się jaskółeczki.
4. Ania: Cuda się zdarzają!
Źródło: Grupa FB
MOJA HISTORIA ODBURZENIOWA!
Zaczęło się w 2018 roku jesienią… ni stąd ni z owąd z samodzielnej pełnej życia kobietki stałam się niesamodzielnym kłębkiem nerwów. Początek to objawy ze strony układu pokarmowego niby zespół jelita drażliwego – bardzo mi to dokuczało, ale jakoś się z tym uporałam. Następnie to co spowodowało we mnie największy lęk o swoje życie i zdrowie: nagły spadek sił, nie miałam siły ustać 2 minut w miejscu, a siedzenie we względnym spokoju było mega trudne. Zaczęło mi doskwierać uczucie spadania do tyłu, napady gorąca, bóle pleców, ból głowy ponad miesiąc dzień w dzień – nie wiedziałam co się ze mną dzieje, bardzo się bałam, wciąż płakałam. Szukałam po lekarzach – i ciągle nic, zdrowa!
W grudniu 2018 nabawiłam się okropnego bólu w klatce piersiowej i lęku już przed wszystkim: sklepy, przychodnia, kino. Czara goryczy się przelała gdy pojechałam sama z dziećmi na zakupy do Biedronki i przy kasie zaczęłam czuć suchość w ustach, mega gorąco i kołatanie serca – bardzo bałam się że zemdleję. Nie wytrzymałam, uciekłam ze sklepu i to była ostatnia moja wizyta w sklepie na długo. Lęk zabrał wszystko – zostałam odcięta od wszystkiego. Zaczęłam szukać co mi może być, wujek Google oszacował że to nerwica lękowa z agorafobią. Gdzieś trafiłam na książkę Szaffera „Pokonałem nerwicę”, łykałam ją wręcz z ciekawością i coraz większą nadzieją. Drążyłam internety, znalazłam na YouTube historię pewnego pana któremu dolegało to co mi, oglądałam jego filmy jeden po drugim, aż wspaniały YouTube odtworzył mi film Hewada. To mnie zainteresowało i stamtąd trafiłam na grupę Stowarzyszenie Zaburzeni.pl ❤️ na Facebooku.
Zaczęłam czytać moduły z grupy, wszystko przyjmowałam z pokorą ale i niedowierzaniem – jak ja miałam iść tam w te lęki i się w nie zanurzać akceptując to że są? Skoro tak tam pisali że tak trzeba i to działa, w styczniu 2019 kazałam mężowi zawieźć się do Rossmanna i prosiłam by ze mną tam wszedł – jednak w rezultacie sama weszłam, kupiłam farbę do włosów i stałam przy kasie na miękkich nogach jak z waty, szczęśliwa że się udało. Po tym widziałam że rady z grupy są trafne. Każdy mały krok w stronę powrotu do normalnego życia dawał mi taką radość że pragnęłam więcej i więcej.
Zaczęłam czytać dużo książek o nerwicy i lękach, zaczęłam przykładać dużą wagę do samorozwoju i dbania o moją psychikę. Zrozumiałam że nie mogę dusić w sobie czegoś co chce powiedzieć. Morał jest taki że nie możemy we wszystko zbyt bardzo wnikać – pewne rzeczy sprawy i sytuacje są takie a nie inne i nie należy w nie wnikać ani próbować ich zmieniać, trzeba brać życie takie jakim jest i cieszyć się każdym dniem. Na chwilę obecną: racjonalizuję i akceptuję, nie skanuję, nie wkręcam się i czuję się lekka, wolna i szczęśliwa!
Bardzo serdecznie dziękuję Hewadowi, Arletce, Ewelinie, Edytce za to piękne miejsce gdzie cuda są możliwe, za tę wiedzę i wiarę którą mi daliście. Dużym wsparciem był dla mnie również mój mąż oraz moje dzieci – dzięki wam wszystkim nigdy nie musiałam sięgnąć po leki by wyjść z nerwicy. I mimo iż jak twierdzi Arletka że jestem w 100 procentach odburzona, będę z wami na grupie ponieważ pomaganie innym pomaga i mi ❤️
5. Wyzdrowiałem
Autor: unknown_c4hir | Źródło: Forum zaburzeni.pl
Witam z powodzeniem mogę stwierdzić że wyzdrowiałem i jeżeli mogę od siebie powiedzieć o co chodzi w „odburzeniu” – po prostu o odzyskanie świadomości z myśli. Możesz po prostu obserwować myśli nie nadając im uwagi i tyle, nie ma tu żadnej filozofii czy nauki, po prostu nie nadawać uwagi myślom. Możesz być w pełni świadomy i obecny bez potrzeby gonienia za myślami i problemami – jak raz załapiesz o co chodzi to może znowu dasz się wciągnąć, ale cierpienie sprawi że znowu wrócisz do „nie myślenia”. Oczywiście nie tracisz zdolności myślenia, a raczej możesz traktować myślenie jako narzędzie, ale nie jesteś już jego niewolnikiem! NIC CI NIE JEST I JESTEŚ WOLNY TYLKO O TYM NIE WIESZ, W KAŻDYM PRZYPADKU! Jesteś świadomością która jest świadoma myśli i emocji, możesz je obserwować – ale to wymaga trochę czasu zanim załapiesz że nic ci nie jest. TO tylko emocje i myśli.
6. Odburzony!
Autor: Krystian S | Źródło: Forum zaburzeni.pl
Siemanko! Dokładnie rok temu opuściłem forum i powiedziałem sobie że wrócę tutaj aby napisać post odburzający – no i jestem. Tak, udało się, wygrałem z tą francą. Nie będę tutaj się rozpisywał co i jak robiłem, być może wrócę kiedyś z bardziej obszerną historią na ten temat. Najważniejsze to wierzyć w to że się uda, wierzyć że nadejdzie taki dzień jak u mnie dzisiaj gdzie piszę ten post. Przede wszystkim traktować nerwicę, lęki itp. jak by tego w ogóle nie było. Jeśli chodzi o dd, dość często wraca, gdyż prowadzę dosyć stresujący tryb życia – praca, moja mała kochana gwiazda Zuzia (przez co często się nie wysypiam a u mnie nasila to objawy), siłownia, djka, jestem ciągle w biegu – lecz traktuję dd tak samo jak traktowałem nerwicę i tak jak przychodzą objawy, tak samo szybko odchodzą. Dlatego trzeba mieć na to wszystko wylane!
Chciałbym bardzo podziękować twórcom tego forum (dzięki wam trwało to tylko 1,5 roku), Schaniss (nie wiem czy mnie jeszcze pamiętasz, ale twoje rady i rozmowy na czacie bardzo mi pomogły), Sub Zero (twoje wiadomości priv o DD dały mi bardzo dużo). Jeszcze raz wielkie dzięki za to forum, robicie mega robotę!
7. Sebek odburzony!
Autor: kamilpc | Źródło: Forum zaburzeni.pl
Naprawdę nie mam pojęcia co mam napisać. Trafiłem tu 4 miesiące temu, oczywiście ze wszystkim co możliwe w nerwicy. Nerwica pojawiła się w ważnym momencie w moim życiu, ale wiedziałem że trzeba walczyć o swoje życie i tak zrobiłem. Nie chcę się rozpisywać za bardzo. Każdy z was wie jak ciężko jest w nerwicy. Dobra, przechodzę do punktów bez których moje odburzanie by się nie udało:
- Poznanie mechanizmów nerwicy
- Akceptacja zaburzenia
- Potraktowanie wszystkich objawów somatycznych, myśli, obaw itp. jako całość (wrzucenie wszystkiego do jednego wora z napisem NERWICA)
- Oczywiście działanie, czyli wprowadzenie wszystkich metod radzenia sobie z nerwicą w życie i praktykowanie tego sumiennie
- Ryzykowanie na wszystko co nerwica podsuwała
- Postawa przyjacielska wobec siebie
- Życie pomimo objawów, życie z nerwicą, nie nerwicą
- Oczywiście ignorowanie tej suki
Nie napisałem tu nic nowego – to wszystko jest tutaj na forum pięknie, wspaniale wytłumaczone. Wszystko zależy od nas czy z tego skorzystamy. Ze swojej strony chcę podziękować administratorom: Divin, Victor, Ciasteczko, SubZero, Arletka, ITI, BruceWayne, ddd, Kondrad W, Nierealna, bart i wielu wielu innym osobom które bardzo mi pomogły! Naprawdę dziękuję wam serdecznie za wszystko, za waszą pracę na forum, wsparcie i bezcenną wiedzę. Jeszcze raz dziękujeeeeee!!!! Jesteście kochani!
8. Sajonara
Autor: bart | Źródło: Forum zaburzeni.pl
Witam, z racji tego że nie miewam już stanów lękowych od kilku tygodni śmiem sądzić że błędne koło lękowe nie wytrzymało z moim uporem i się posypało. Chciałem napisać to trochę wcześniej, ale czekałem i obserwowałem moje humorki emocjonalne. Które miewam, ale doszedłem do wniosku że to normalne – robotem nie jestem, a wiecznie super zajefajnie też czuć się nie będę. Co mnie najbardziej pomogło żeby akceptować zaburzenie, to przede wszystkim chyba zmiana myślenia z „muszę” na „mogę ale nie muszę”. Czyli gdy dostawałem ataków paniki kiedyś musiałem je kontrolować, co zwiększało moją uwagę i piętowało lęk. Gdy zacząłem podchodzić do tego w sposób: ok mam atak paniki, ale nie muszę mu ufać że mi się coś stanie i nie muszę się skanować – pomimo tego wszystko zaczęło słabnąć. Odburzanie to bardzoooo mozolna praca i niesamowicie wymagająca uporu.
Z czasem zaczęło zmieniać się moje podejście, udzielałem się na forum co myślę też miało bardzo duży wpływ na moją akceptację, bo odpisując komuś pisałem zawsze to co czuję i jak podchodzę do tego. Zacząłem wierzyć w to odburzenie. Nerwica i to co się działo w momencie zaburzenia – to dla mnie jest śmieszne na dzień dzisiejszy, czasem się zastanawiam z czego ja taką aferę robiłem. Zmieniłem swoje życie. Mam pełno złych nawyków które mnie ciągną, ale to tylko nawyki, które nabyłem – to nie jest nic na stałe, można wszystko zmienić i można być tym kim chce się być. Zmieniajcie swoje podejście, róbcie zawsze krok do przodu, ponad zaburzenie.
Dziękuję Victorowi który od czasu do czasu stawiał mnie do pionu, dziękuję Hewadowi, Jerremu, Taci, Nierealnej, Kamieniowi za te wpisy które też były kluczem, Liptonowi, Dankaniowi. Na pewno by się znalazło parę osób którym chciałbym bardzo podziękować, ale teraz nie przychodzą mi do głowy. Czuję się odburzony i to nie jest żaden prześwit czy coś innego – po prostu nie mam lęków.
9. Wyzdrowiałam z nerwicy
Autor: Malayya | Źródło: Forum zaburzeni.pl
Parę lat temu obiecałam sobie, że kiedyś pozbędę się tej francy nerwicy to o tym napiszę na forum, które bardzo wiele mi pomogło. Na nerwicę lękową cierpiałam 5 lat. Zaczęło się dość niewinnie – lekkie ataki, obawy przed wyjściem i omdleniem. Potem się nasiliło, doszły obawy o zdrowie a także w końcu że zrobię coś sobie lub komuś. Kręciłam się z tym długo. Ratowałam się psychologiem, ale nie wiem co to była za terapia, a także początkowo lekami. Leki odstawiłam na własną prośbę gdyż nie dawały mi ulgi a do tego zauważyłam, że dobre samopoczucie na nich jest sztuczne.
To forum wówczas, psycholog i przede wszystkim Victor, który nieustannie mi odpisywał na pw i któremu strasznie jestem wdzięczna – to wszystko sprawiło że w końcu zrozumiałam: trzeba wszystko do siebie dopuścić. Tak ameryki nie odkryłam, ale to uderzenie w świadomość że ja muszę to zrobić było tak duże, że od tej chwili za każdym razem dopuszczałam do siebie to co mi podpowiada nerwica. Po jakichś 10 miesiącach zaczęło puszczać, było tego coraz mniej i mniej, aż pojawiać się zaczęły przerwy tygodniowe, potem miesięczne i tak od 3 lat nerwicy nie mam.
Wiem że każdy czeka na to aby to usłyszeć. I naprawdę: kiedy nerwica schodzi, nagle nie ma tych obaw w głowie. Nie ma tego, że w ogóle utrata kontroli was przeraża, że boicie się że ból głowy to rak, że boicie się że zabijecie siebie lub kogoś. Zupełnie jakby to nigdy nie istniało. To tak w skrócie, bo tak naprawdę żadne słowa nie powiedzą wam tego co macie robić. To już jest zapisane. Tu chodzi o to aby każdy karmił się wiedzą tak długo, aż zaskoczy. Tak było w moim wypadku. Walczcie o siebie!
10. Jak wyszłam z zaburzenia lękowego
Autor: kwiateczek | Źródło: Forum zaburzeni.pl
Witam, mam na imię Ania i mam 25 lat. Z nerwicą lękową z myślami natrętnym męczyłam się od 2009 roku do 2011. Lęk, bo tym jest nerwica, bardzo uprzykrzył mi życie, a nawet bym powiedziała że swojego czasu uczynił ze mnie kaleką. Całkiem wyłączył mnie z normalnego życia i istniały tylko moje myśli i moje objawy – reszta to była tylko jakaś nędza próba życia z tym wszystkim. Niby żyłam, ale jednak nie żyłam, bo cały mój czas poświęcałam na lęk i jego objawy oraz wszystkie swoje myśli natrętne.
Z nerwicy i natrętnych myśli wyleczyłam się całkiem. Pozbyłam się tego wszystkiego za pomocą nie aż tak skomplikowanych czynności, ale zarazem trudnych do wdrożenia, bo wymagają one zaangażowania emocjonalnego.
Słowa jakie oddają sens to to, że aby wyleczyć się z nerwicy trzeba pozwolić nerwicy zaistnieć. Trzeba pozwolić na zaistnienie lękowi, objawom czy atakom paniki. U mnie problemem nie były ataki paniki, choć i one się pojawiały co jakiś czas. Dla mnie problemem był lęk który trwał bez przerwy, i wielka somatyka – bardzo dużo objawów fizycznych i psychicznych jak choćby derealizacja. Poddałam się zupełnie napięciu o to co będzie i o to jak wyrzucić tę nerwicę z siebie. Podczas gdy nerwicy wyrzucić się nie da. Bo nerwica to jest nasza własna emocjonalność, nasze własne obecne emocje – nerwica mówiąc, mam na myśli LĘK.
I tu właśnie trzeba pozwolić nerwicy na emocjonalne istnienie. Poddać się nerwicy, ALE NIE poddać się strachowi przed objawami, tylko przepuścić ten cały lęk, te całe objawy przez siebie, przez swoje ciało – nawet w tych najgorszych momentach, objawach czy natrętnych myślach. Myślom tak samo trzeba pozwolić zaistnieć, przepuścić je przez umysł, przez świadomość i pozwolić odpłynąć bez angażowania się w nie.
Pozwolić istnieć oznacza że akceptujesz te objawy i myśli przy czym nie dajesz się wciągać we wszelkie rozważania natrętne i nie dajesz się wciągać w wątpliwości. Jak masz wątpliwości, nie idź za nimi. Komentuj: to nerwica, miałam badania, tak się to objawia. Pozwól istnieć nerwicy, pozwól istnieć atakowi paniki jak nagle przyjdzie. To wszystko sprawia że nerwica mija, bo nerwica jest całą jedną wielką wątpliwością co do swojego stanu zdrowia. Dlatego pozwalając na istnienie i widząc że to wszystko jest o kant tylka do rozbicia, rozwiązujemy pętlę strachu i to mija.
Nie ma co się łudzić że to nastąpi w tydzień. Mnie zajęło to 7 miesięcy i to 7 miesięcy walki o swoje i pozwalania na istnienie nerwicy. Polecam dwie książki: Anna Polender „Pojedynek z nerwicą” oraz Kurt Tippertein „Co choroba mówi o Tobie”.
Kochani, bierzcie się za swoje nerwice i lęki, weźcie to w swoje ręce. Mnie pomogło poszerzanie wiedzy o lęku i o tym co można zrobić aby się pozbyć odczuwania go. Czytanie i wyciąganie wniosków i wdrażanie ich w życie jest dla mnie osobiście do tej pory kluczem do szczęścia.
11. Koniec DD
Autor: Ziomek | Źródło: Forum zaburzeni.pl
Witam Was bardzo serdecznie. Z tej strony Maciek. Dawno nie pisałem, a to dlatego, że chciałem sobie odpuścić myśli o dd czy też lękach. Dla niewtajemniczonych: powód mojej rejestracji na tym forum to DD po marihuanie i nerwica lękowa. DD miałem od pamiętnego 21 września 2013. Moje postanowienie noworoczne się spełniło – 3 stycznia dd poszło precz. Tak więc 23 dni nie mam stanów nierealności. Czasem mnie dopadną, ale ze zmęczenia lub gdy za dużo leżę przed TV lub przed kompem.
Jak się zaczęło DD? Pierwszy raz miałem zapalić marihuanę, najpierw lufka z kumplem, fajny nastrój, śmiechawka, potem było tego więcej i wpadłem w panikę, nie wiedziałem co się ze mną dzieje, krzyczałem że umieram itp., nie czułem że żyję – to było okropne. Na następny dzień stan derealizacji zmniejszył się, ale niepokojąco się utrzymywał. Wmawiałem sobie białaczkę, potem schizofrenię. Tu była jazda, nie wiem czego ja się bałem, skoro moje argumenty były tak samo irracjonalne. Nie można o tak dostać schizy LUDZIE! Aż w końcu trafiłem na to forum.
Jak z tego wyszedłem? W 100% pomogło mi to forum – dziękuję!!! Te posty uspokoiły mnie, że to DD. I teraz tak: szczerze mówiąc nie mam pojęcia kiedy to minęło, po prostu patrzę – NIE MAM DD. Co robić żeby sobie pomóc? W sumie… NIC, nic nie robić, czekać aż przejdzie, aż mechanizm obronny się wyłączy. Wyłączyć kompa, iść biegać, nawet wyłączyć forum jeśli już się zrozumie że to DD, iść pogadać z przyjaciółmi, ŻYĆ – a samo przejdzie. Mam nadzieję, że komuś pomogłem.
12. Co tu dużo gadać… przeszło!
Autor: Wanior91 | Źródło: Forum zaburzeni.pl
Witam! Chcę się pochwalić że pożegnałem nerwicę. Całkowicie jeszcze nie jest dobrze, ale już nie mam lęku – po prostu dziwnie mi żyć bez nerwicy, to takie „nienaturalne”. Chcę podziękować: divinowi i victorowi, dancingquen, aneta, ciasteczko oraz wielu innych którzy pomogli w małych dołkach. Wyszedłem z tego pomimo że straciłem pracę i siedziałem w domu – zapewne praca by dużo pomogła, lecz da się i bez niej, tylko trzeba kolosalnego zaparcia. Moją drogą do wyzdrowienia trwała 9 miesięcy.
Ja zrobiłem tak: 5 miesięcy walczyłem z tym, w końcu miałem dość, znalazłem to forum i dalej już poszło z górki. Przeczytałem posty divina i victora „vademecum nerwic” i trzymałem się tego z ogromną skrupulatnością oraz wyłączyłem kompa i przestałem się tym interesować jak zaczęło robić się lepiej. Znowu wszedłem na forum już z lepszym humorem, pomagałem ludziom. Ostatnio stwierdziłem że jestem jeszcze za słaby żeby pomagać ludziom na forum i znów się odizolowałem – i to spowodowało że się wyciszyłem i przeszło.
Moje objawy: zwidy wzrokowe, zwidy słuchowe, nasłuchiwanie głosów, szukanie chorób, myśli że zwariowałem, 1000 myśli egzystencjalnych, lęk przed zostaniem w domu, przed różnymi kompulsjami i tysiące innych objawów po kilka nowych dziennie.
Porady i wskazówki: Banan na twarzy i cieszenie się życiem. Zmiana myślenia z „muszę” na „chcę” lub „lubię”. Przestanie przesadzania że coś musi być idealnie, poluzowanie. Dużo sportu. Psychoterapia u fachowca. Ograniczenie alkoholu i zero narkotyków. Słuchanie divina i victora bez „ale”. Relaksowanie się, książki, częste kąpiele relaksujące, muzyka. Dystans. Nie ograniczać się nerwicą – ona nic nie usprawiedliwia. Zrozumcie że nerwica to naturalny mechanizm, który sami skierowaliśmy przeciwko sobie. Nerwica to dar a nie kara i ból – zrozumiecie w trakcie zdrowienia. Zmieńcie nastawienie z przyszłości i przeszłości na tu i teraz. Co tu dużo gadać – zmieńcie nastawienie i zdajcie sobie sprawę że za oknem to wszystko żyje, to wszystko może inspirować. Jeszcze raz dziękuję wszystkim.
13. Kurtyna nerwicy opadła
Autor: ssaa | Źródło: Forum zaburzeni.pl
Hey, 6 miesięcy minęło odkąd napisałam pierwszego posta z dobrymi wieściami. Obecnie od prawie 2 miesięcy jestem całkowicie wolna od objawów. W tym czasie, a dokładnie 3 tygodnie temu, pochowałam swoją babcię, którą się opiekowałam, a która chorowała – i nawet w obliczu tej dla mnie osobistej tragedii zaburzenie mi nie wróciło. Być może związane to było z tym że 3 dni sporo płakałam, czułam się nieswojo i inaczej, ale starałam się nie identyfikować tego z zaburzeniem a jedynie z żałobą, potrzebą odreagowania smutku normalnego w takiej okoliczności.
Nerwica ogólnie u mnie trwała ponad półtora roku, a licząc pierwsze symptomy wypalenia emocjonalnego – prawie 2 lata. Półtora roku jednak trwało dochodzenie do siebie, z czego pierwszy rok był najtrudniejszy. Miałam w tym czasie strasznie dużą ilość kryzysów, ale trzymałam się dzielnie, a przynajmniej się starałam.
Całe moje wychodzenie z zaburzenia nerwicowego i depersonalizacji opierało się na znajomości i rozumieniu ich mechanizmów. Polecam wszystkie arty na forum i dostępne nagrania – na spokojnie się z nimi zapoznawajcie, bo są to treści całkowicie wyjaśniające te stany. Polecam też Oswoić lęk oraz Skuteczna samopomoc dla swoich lęków.
Jak już poznamy mechanizmy, zastanówmy się czy naprawdę wierzymy, że wszystko co nam się dzieje – nasze objawy, natrętwa – są wynikiem właśnie tych mechanizmów i że nic więcej nam się od tego nie stanie. Do tej wiary trzeba dążyć niestrudzenie. U mnie kluczowym było:
- Akceptowanie objawów jako czegoś co wynika z mechanizmów nerwicy, derealizacji i samego lęku
- Uparcie wierzenie w to, robiąc na złość obawom
Pomocą w tym było: ryzyko fizyk, ignorowanie, zajmowanie myśli, ośmieszające komentarze, akceptacja i przyzwalanie na to wszystko (to jest mega ważne!). Myśli natrętne traktowałam jak przejeżdżający pociąg, który czasem zatrzymuje się na stacji bo go zauważam lub jedzie dalej bo przyzwalam i przepuszczam bez tej uwagi. Najważniejsza rzecz to ignorowanie – pomimo tego że bardzo się boimy ignorować bo może jednak coś się stanie.
Żeby wyjść z nerwicy trzeba zmienić diametralnie myślenie o samej nerwicy i o tych objawach. Jak traktujemy to jako naszego wroga, to stawiamy się w opozycji i ciągle wydaje nam się że musimy cudować aby z tego wyjść – a tu szarpanie się nic nie da. Do nerwicy trzeba podejść na spokojnie, z rozwagą i humorem. A jak się zanurzymy w kryzysie to dać sobie odetchnąć i szybko ponownie się zbierać do kupy.
Teraz wiem, że jak kurtyna zaburzenia opada, mogę sobie swobodnie myśleć o wszystkim, robić co chcę i nie ma już w mojej głowie numeru jeden w postaci natrętw czy objawów. Ty też możesz! Pozdrawiam, Wasza Syli ❤️
14. Nerwica faktycznie mija
Autor: beffy | Źródło: Forum zaburzeni.pl
Ameryki to ja tu nie odkryję, ale chciałam się przywitać i także podziękować. Mimo że nie brałam wcześniej czynnego udziału w życiu forum, to dość dawno bo w 2013 roku znalazłam jakiś temat na forum i tak sobie to poczytywałam. Potem wpisy a później część nagrań, za które wszystkim administratorom dziękuję.
Mój problem to zrypana osobowość i to jest nadal naprawiane na psychoterapii, bo jestem dziewczyną aspołeczną, nie lubię żadnych kontaktów z ludźmi, bywam oschła, niemila i wiele z tego powodowało u mnie przez całe lata ciągłe nerwice i depresje. Typowe nerwice i depresje, ciągłe lęki że wariuję albo umieram, dostaję udaru albo zawału serca. Miałam wiele objawów somatycznych sercowych, duszności, słabość, kłucia w całym ciele, drgania mięśni, bóle głowy, biegunki, zawroty głowy i wiele innych, do tego nieszczęsną derealizację i zmienione widzenie.
To co mi najbardziej dała cicha obecność tu na forum to wskazówka, że nerwica to osobny byt poza moimi równie głębokimi problemami ze sobą i akceptacją siebie. To właśnie był przełom. Pomyślałam – czy to możliwe, że ja mogę się od tego odciąć? No i próbowałam. Zobaczyłam, że tę nerwicę trzeba ugłaskać, uspokoić te ciągłe objawy. I tak zaczęły się dyskusje z nerwicą, ale spokojniejsze. Akceptacja – że to wynika z nerwicy wszystko, i rozmowy z nią.
I cóż… minęło. Skończyło się życie objawami, nerwicami, pętlą cierpienia. Ona się naprawdę uspokaja! ROK – tyle czasu potrzebowałam. Teraz moja zryta osobowość potrafi mnie doprowadzić do smutku, płaczu, bólu głowy, ale skończyła się nerwica sama w sobie i życie jest i tak szczęśliwsze. Jeśli chcesz znaleźć pomoc w forach internetowych, poradnikach – musisz im zaufać, potraktować jako coś ważnego, jako autorytet, bo inaczej to jest dla nas coś małego i przez to nie ma to siły przebicia. Pozdrawiam, Beffy.
15. Walka dobiegła końca!!
Autor: sebooo | Źródło: Forum zaburzeni.pl
Witam serdecznie. Moi drodzy – wyzdrowiałem, odburzyłem się, czas walki dobiegł końca. Trafiłem na forum w stanie tragicznym, zrezygnowałem z pracy, nie byłem w stanie funkcjonować, spałem w dzień, noc była dla mnie koszmarem, nie chciało mi się nic – myć, jeść, zupełnie nic. Wszyscy znacie objawy nerwicy i DD – te somatyczne i psychiczne, naprawdę najgorszemu wrogowi bym tego nie życzył.
Na forum poznałem wiele osób które od razu zaoferowały mi pomoc!! Dziękuję: Divinowi, Victorowi, Miesinie, Kanikowi, Bart26, Jagaga, Guett, ITI, Kamyk, Zordon, Ciasteczko, Divam i jeszcze wielu wielu innym osobom o których tutaj nie wspomniałem a pomogli mi w ciężkich chwilach! To forum uratowało mi życie.
Teraz opisuję jak sobie poradziłem z nerwicą:
- Krok 1 – Akceptacja objawów. Bez tego nie ma szans że się odburzycie. Zaakceptowanie tego że to jest nerwica i podjęcie działań w kierunku zmiany obecnego stanu.
- Krok 2 – Ignorowanie objawów, jakie by nie były – zawsze olewanie. Zawsze jak poczułem coś dziwnego albo jakaś dziwna myśl przeleciała mi przez głowę, od razu powtarzałem sobie: MASZ TYLKO NERWICĘ, A NERWICA TO NIE TY. Codziennie konsekwentnie sobie to powtarzałem. Gwarantuję że to działa – nie od razu, potrzeba czasu!
- Krok 3 – Działanie! Bez pracy nie ma kołaczy. Musisz pracować na swój sukces, konsekwentnie robić to co sobie założyłeś, zmieniać nastawienie do życia, zmieniać swoje myślenie, pracować nad sobą, wyznaczyć sobie cele życiowe i dążyć do nich. Bezcelowe życie co to za życie? Musisz czegoś pragnąć, dążyć do czegoś. TO JEST WŁAŚNIE DZIAŁANIE!
Dzięki tym 3 zasadom i dzięki wiedzy tutaj zdobytej odburzyłem się, wyzdrowiałem, jestem innym człowiekiem! Macie tu wszystko czego potrzebujecie – ale od was zależy czy to wykorzystacie! Dziękuję jeszcze raz za pomoc, jestem wam dozgonnie wdzięczny, chłopaki Divin i Victor! Pozdrowienia dla całej ekipy! Jesteście wspaniali! PA PA PA – Veni Vidi Vici!
16. Jak wyszedłem z bezsenności
Autor: HooSee | Źródło: Forum zaburzeni.pl
Witam wszystkich, nie wchodziłem jakiś czas na forum, ponieważ mój sen wrócił do normy. Z bezsennością chodziłem w sumie 4 lata, zanim zrozumiałem z czym mam do czynienia. Ten czas niewiedzy był dla mnie koszmarny. Myślałem, że umrę, co teraz wydaje mi się śmieszne. Później zacząłem rozpracowywać swoje mechanizmy i na 2 lata wróciłem do zdrowia. Niedawno, bo w lutym, narzekałem na tym forum, że problem nagle wrócił, ale po kilku tygodniach znowu zacząłem spać głębokim snem.
Moje rady dla bezsennych:
- Całkowicie ignorujcie brak snu. Absolutnie nie kopcie się z koniem, nawet nie myślcie o żadnym spaniu, bo nic Wam nie zagraża. Kiedyś myślałem, że będę odczuwał tortury z powodu niewyspania, ale to było spowodowane tym, że jako zmartwiony bezsennością wyolbrzymiałem zmęczenie w trakcie dnia. Kiedy zrozumiałem że to iluzja, zauważyłem że tak naprawdę czuję się nie najgorzej.
- W pewnym momencie uczyniłem sobie z bezsennych nocy zaletę. Postanowiłem po prostu cieszyć się odpoczynkiem, nawet jeśli nie spałem. Nie mogę spać? Trudno. Zauważyłem że mój organizm nie pozwolił na to żebym się wyczerpał – gdy istnieje takie zagrożenie, organizm sam się wyłącza.
- Istnieje zjawisko tzw. nocy wyrównawczej – kiedy nawet nie prześpisz kilku nocy z rzędu, to którejś i tak zaśniesz, i to tak głęboko regeneracyjnie, bo nerwicowa bezsenność nie zabija (!), organizm sam sobie w odpowiednim momencie uruchamia mechanizmy obronne.
- Dla osób wierzących: gdy nie mogłem spać, zacząłem wykorzystywać ten czas na modlitwę – nie taką, żeby prosić Boga o uzdrowienie z bezsenności, bo takie rozpaczliwe wołania tylko pogłębiają nerwicowy stan, a zacząłem dziękować za różne dobre rzeczy które się wydarzyły minionego dnia, rozwijając w sobie radość i wdzięczność za każdy dzień.
- Przekułem bezsenne noce na zaletę. Pomyślałem: trudno, widocznie bezsenne noce są pożyteczne do tego, żeby hartować siłę charakteru, cierpliwość, zrównoważenie, spokój wewnętrzny. Wcześniej byłem strasznym płaczkiem. Teraz miałem okazję żeby brać na klatę niedogodności i z uśmiechem na ustach korzystać z dnia.
- Nie prześpałeś nocy? NIE MYŚL O TYM SPANIU NA OKRĄGŁO! Wstawaj o normalnej porze, tak jakbyś spał. Życie jest po to żeby się nim cieszyć, a nie żeby myśleć o spaniu. Sen jest jak kot – im usilniej go wołasz, tym bardziej ci ucieka. Usiądź sobie, wyluzuj się i zapomnij o kocie, to po pewnym czasie sam ci przyjdzie z mruczeniem.
17. Wolność!!
Autor: Sylwek94 | Źródło: Forum zaburzeni.pl
Przyszła kolej na mnie. Gdy się wyjdzie z zaburzenia człowiek zaczyna żyć po prostu życiem, a to co było odchodzi w ciemny zakątek podświadomości i zapomina się o tym, że można by taką swoją historię tu opisać i może komuś tym pomóc, a co najważniejsze – dać dowód na to, że można sobie z tym poradzić tak jak wielu innym się udało.
Moja nerwica trwała 6 lat. Była epizodyczna, więc w sumie mógłbym również napisać że przez 6 lat miałem kilka nerwic. Wyglądało to tak, że wpędzałem się w nerwicę oczywiście jak wszyscy nieświadomie, wychodziłem z niej a za jakiś czas znowu tworzyłem nową nerwicę. Przy pierwszych epizodach wychodziłem z niej, a następnie żyłem nie naprawiając przyczyn nerwicy co powodowało, że potem wpadałem znowu. Wyjść z tego, nie wyciągając żadnych wniosków i zapomnieć – tak to mniej więcej wyglądało.
Dzieciństwo i osobowość
Moje dzieciństwo było normalnym dzieciństwem zwykłego dziecka mieszkającego na wsi. W domu zdarzały się kłótnie, jednak to wszystko było na „normalnym” poziomie. Gdy spojrzę na siebie w czasie dzieciństwa, teraz wiem że od małego dziecka byłem lękową osobowością. Patrząc na członków mojej rodziny widzę to samo – duża większość jest po prostu lękowa i nadmiernie uważająca. Tak więc można powiedzieć że urodziłem się z dużą predyspozycją do lęków, ale również wychowanie na to wpłynęło. Byłem też bardzo wrażliwą osobą (i taką nadal jestem). Przyczyną mojej nerwicy były: schematy będące efektem błędów wychowawczych i typu mojej osobowości, lękowa osobowość ukształtowana poprzez geny, pozostałe błędne przekonania myślowe nabyte od innych na drodze dorastania.
Nerwica
Pierwsza reakcja walcz-uciekaj pojawiła się gdy poszedłem na studia. Dużo stresu przed tym jak to będzie. Mój mózg to wielka betoniarka mieszająca 24 na dobę worki myśli. Pierwsza styczność z reakcją walcz-uciekaj była podczas wprowadzenia się do akademika. Od razu zacząłem się czuć dziwnie, inaczej. Była to reakcja wyzwolona przez lęk separacyjny ukształtowany we wczesnym dzieciństwie.
Po pierwszym nerwicowym epizodzie tak naprawdę niemal nic nie wiedziałem o zaburzeniu lękowym. Wyszedłem z niego, a za jakiś czas pojawiły się kolejne epizody – każdy z innym „tematem” lękowym. Dopiero gdy trafiłem na filmy Odburzanie wg DivoVica i na forum, zrozumiałem że jeśli naprawdę chcę sobie z tym poradzić, muszę się zabrać za przyczyny. Czytałem artykuły, obejrzałem dwa pierwsze sezony DivoVica, zrobiłem z tego notatki. I po prostu starałem się to wszystko sumiennie sobie wklepać do głowy, zrozumieć i działać. Gdy uspokoiłem swój stan emocjonalny, nerwica zniknęła.
Kryzysy
Po tym ostatnim nerwicowym epizodzie przychodziły jeszcze kryzysy – momenty gdy podczas życia bez nerwicy na wskutek jakichś wydarzeń uruchamiała się reakcja walki lub ucieczki. Takich zdarzeń miałem kilka, każde trwało około 2 tygodni przy moim właściwym działaniu. Wiedza i doświadczenie procentowało – z każdą właściwą reakcją utrwalałem swoje odpowiednie podejście.
Właśnie po tych kilku kryzysach zdałem sobie sprawę że jestem w pełni wolny od zaburzenia. Te kryzysy były moim dowodem, że mam wiedzę i doświadczenie – że jeśli jeszcze coś takiego się w moim życiu pojawi, to nie ulegnę temu i wcale mnie to nie złamie. Poczułem się wtedy bardzo mocny w tej kwestii.
Podsumowanie
Jestem wolny od zaburzenia już 4 lata. Udało mi się wiele zmienić w życiu, w dużej mierze poprawiłem swoje schematy. Nabrałem wiele dystansu do życia, staram się ograniczać i prostować swoje reakcje stresowe, bo tak naprawdę nie sytuacje w życiu powodują stres, tylko to jak człowiek te sytuacje postrzega. Zyskałem wiele pozytywizmu – nie ma już tego chorego negatywizmu i pesymizmu, często się śmieję.
Z takich rad mógłbym napisać, że konsekwentna, sumienna praca jest kluczowa w wyjściu z zaburzenia. Trzeba starać się z całych sił działać logiką, postawić na kwestię zrozumienia zaburzenia. To wszystko wygląda jak nauka chodzenia u małego dziecka – małymi krokami. Wiedza jest podstawą, jest bardzo ważna – gdy dołożysz do niej działanie, możesz być wolny. Jestem tego przykładem – Ty też możesz.
18. Normalność!
Autor: TomaszCoMasz | Źródło: Forum zaburzeni.pl
Cześć, byłem tu zawsze jako bierny obserwator i słuchacz nagrań. Dzisiaj chciałbym zamieścić post. Od zawsze wysoko wrażliwy. OCD było ze mną z mniejszymi lub większymi epizodami przez 10 lat. Dyktowało mi to jak mam żyć, jak mam myśleć, co mam robić. Traciłem przez to związki, pasje, znajomych, zdrowie i pieniądze. Mój konik w stanach totalnie zaostrzonych to lęk przed treściami homo i tym, że stanę się homo. Czyli klasyk!
Dwa lata temu silny nawrót, pada decyzja o świadomym leczeniu: terapia, autoterapia, leki, zmiana trybu życia, zmiana sposobu odżywiania. Totalne przebiegunowanie. Dzisiaj mogę powiedzieć: nie mam nerwicy. Terapia dawno zakończona, leki odstawione. Ogrom włożonej pracy i wzięcie swojego życia we własne ręce sprawiły że czuję się wolny.
Co czuję jako odburzony? W zasadzie to nic szczególnego. Nauczenie się żyć w tej normalności wydaje się trudniejsze niż samo odburzanie. A życie bez ciągłych jazd emocjonalnych wydaje się momentami nudne. Ciekawym jest to, że żyjąc jako odburzony dalej czuję lęk, strach, złość, żal, smutek i związane z tym reakcje w ciele. To zawsze będzie. Kluczem jest to co z tym zrobimy. Każdemu z Was życzę powrotu do zdrowia. Małymi łyżeczkami, krok po kroku róbcie swoje. Chwalcie się za małe sukcesy, nie biczujcie się za gorsze dni.
19. Koniec z lękiem społecznym! Udało się!
Autor: Agata25 | Źródło: Forum zaburzeni.pl
Cześć wszystkim! Jak w temacie. Z lękiem społecznym (a dokładnie: strach przed opinią innych ludzi) borykałam się, żeby nie skłamać, od gówniarza. W szkole znęcano się nade mną, zarówno psychicznie jak i fizycznie. Byłam wyzywana, wyśmiewana bo byłam otyła i mocno odstawałam od rówieśników. To w bardzo mocnym stopniu wykształtowało we mnie ten strach co może ktoś sobie o mnie pomyśleć i co z tym idzie – mnóstwo zachowań unikających.
Weszłam w dorosłe życie i wegetowałam – nawet najzwyklejsze wyjście było dla mnie mega problemem. Ciągle miałam wrażenie obserwacji przez inne osoby i myśl że oni na bank mnie oceniają. Zalewały mnie poty jak ktoś na mnie spojrzał. Nie byłam w stanie normalnie nawet dać kasy dentyście, bo tak latały mi ręce ze strachu. Zadzwonić do kogoś obcego by coś załatwić – to był wyczyn, pół dnia potrafiłam układać rozmowy a i tak nie zadzwoniłam.
Dobra, ale przechodzimy do działania. Gdy już wiedziałam co tak naprawdę mną rządzi, zaczęłam do tego podchodzić inaczej – oczywiście z pomocą terapeuty, który dał mi wszystkie możliwe narzędzia i rady. Pracuję z ludźmi cały czas więc ekspozycja była, czy mi to się podobało czy nie.
Pierwszym krokiem było przyzwolenie u mnie na drżący głos, trzęsawki rąk, ciała i inne cuda oraz tłumaczenie sobie, że przecież to nie jest tak, że każdy człek zaraz mnie ocenia. Bo mają ważniejsze sprawy na głowie niż kminić o mnie dniami i nocami. I tu był szok bo ja przyzwalam, a tu zonk – bo wszystko tak waliło we mnie ze zdwojoną siłą, że myślałam że coś nie tak robię – a to jest prawidłowa reakcja. Musiałam dopuścić do siebie krytykę, z którą miałam ogromny problem.
Najgorsze chyba dla mnie z całej tej szopki było poczucie obserwowania. Gdzie nie szłam, czułam wzrok na sobie ludzi. Miałam ochotę uciekać – zaczęłam chodzić nie jak zawsze między blokami (żeby było jak najmniej osób), a wręcz wchodziłam w dużą grupę ludzi i nie uciekałam. Jak mi nie wyszło i musiałam zwiać, to nic się nie stało – następnym razem szłam również w tłum i starałam się zostać trochę dłużej. Z czasem i to poczucie obserwowania zniknęło.
A teraz na chwilę obecną – moje życie zmieniło się o 360 stopni. Z osoby wycofanej stałam się bardzo towarzyska. Nie zamykam się w czterech ścianach. Non stop kogoś poznaję, rozwijam się. Ogólnie nie ma nic na chwilę obecną co towarzyszyło mi przez większość życia z moim lękiem społecznym.
20. Koniec z nerwicą natręctw myślowych (ROCD) – odburzony!
Autor: martinsonetto | Źródło: Forum zaburzeni.pl
Pora napisać post informujący o tym, że i mnie udało się doprowadzić do zakończenia nerwicy, a w moim wypadku była to nerwica natręctw myślowych. Zwlekałem trochę z tym postem, bo uważam że pośpiech w odburzaniu i tych postach odburzeniowych jest niewskazany. Nerwicę natręctw bez prześwitów większych miałem 9 lat, choć wcześniej już istniały poważne lęki. Sprawdzanie klamek, gazu i wielu takich to według mnie poważny przejaw ukrytego napięcia.
Mój przypadek związany był z dążeniem do ideału i to ono stanowiło prawdziwy początkowy problem, który wpędził mnie w pierwsze natrętwa. Perfekcjonizm jednocześnie był brakiem zgody na niepowodzenia – zawsze chciałem dobrze wypaść i wszystkie czynności lub zadania sprawdzałem przynajmniej 20 razy.
Pierwsze natrętwa dotyczyły psychiki, bo złapało mnie wtedy uczucie że przestałem kontrolować swoje myślenie. Czułem się zmęczony, bez energii i już wtedy pojawiły się analizy na temat tego co mi dolega. Szukając odpowiedzi w internecie, zacząłem mieć myśli że się potnę i w efekcie na końcu zabiję. Od początku nerwicy myśli miały wyjątkową zdolność przekonywania mnie do wiary w ich treść.
Trafiłem najpierw do psychiatry i dostałem leki plus diagnoza zaburzeń obsesyjnych i zaburzeń osobowości mieszanej oraz pokierowanie na terapię. Miałem kilka terapii – analityczną, nastawioną na nerwicę i w końcu terapię Wiktora, którą nazwałbym terapią logiki i małej prawie obsesji na punkcie pozwalania na emocje – co było dla mnie wielkim przełomem.
Po 4 latach takiej nerwicy wkradły mi się myśli dotyczące mojej dziewczyny. Nagle znikąd pojawiła się myśl: czy ona mi się naprawdę podoba? To było jak kula śnieżna. Poleciało potem wszystko – czy ją kocham, czy do siebie pasujemy. Nagle uczucia wyparowały, a więc pojawiły się analizy dlaczego tak się stało. Stany te trwały od rana do momentu położenia się spać.
Pewnym punktem zwrotnym było znalezienie forum i nagrań divoVic. Przez ponad rok studiowałem forum i nagrania, niektóre kwestie znając już na pamięć. Nie wiedziałem jednak jak mam w wypadku rocd zaryzykować, dlatego głównie opierałem się na ignorowaniu myśli. Doszło mi do pracy racjonalizowanie – ale nie wyjaśniające znowu czy to jest w ogóle nerwica, tylko z góry zakładające że to wszystko to natrętne śmieci i przypominające w jaki sposób te myśli powstają i dlaczego.
Te dwie rzeczy były chyba najważniejszą sprawą w moim odburzaniu: racjonalizacja i przyzwolenie na emocje. Nie mogłem też za szybko analizować uczuć do dziewczyny, bo nawykowo i odruchowo wracały do mnie uczucia niechęci i wstrętu, a za tym kolejne myśli. Dlatego dałem sobie dużo więcej czasu nawet wtedy gdy natrętw już nie było.
Nie mam natrętnych myśli w głowie czy kocham czy nie. Moja dziewczyna mi odpowiada, a te rzeczy o które się czepiałem w nn wydają się teraz dziwnie śmieszne. Nad perfekcjonizmem pracuję powoli, głównie dając sobie prawo do mniejszych ideałów w szczegółach. Chcę też napisać coś bardzo moim zdaniem ważnego: odburzanie nie musi być wcale szybkie. U mnie gdyby wziąć do kupy pierwszy rok prób odburzania, potem kolejny ignorowania, aż po ostatnie prawie 2 lata – w sumie wychodzi 3–4 lata. Dziękuję adminom za prowadzenie forum, Wiktorowi za wszystkie wskazówki i wyprowadzenie z błędnych przekonań odburzeniowych. Na końcu i przede wszystkim dziękuję swojej dziewczynie.
Witajcie. Od jakiegoś półtora miesiąca zmagam się z nerwicą. Objawia się i a u Mnie drętwieniem nóg i rąk, ostrymi dusznościami, biegunką. Zaczęłam chodzić na terapię i mimo, że na początku nie potrafiłam zrozumieć, że jak to mnie mogło spotkać? Czemu właśnie teraz ? Skoro jestem szczęśliwa, mam rodzinę, dobrze się nam powodzi. Zamiast akceptacji i zrozumienia ciągle było niedowierzanie i pytania dlaczego? Tak jak wspomniałam zaczęłam chodzić na terapię biore też leki. Zauważyłam, że po dwóch spotkaniach terapia zaczęła dawać mi dużo do myślenia. Zaczęłam analizować siebie, swoje życie. Zaczynam też akceptować, że nerwica jest ale że jest to stan który kiedyś minie. Kiedy pojawiają się ataki za każdym razem staram się nie panikować i tłumaczę sobie, że to nerwy, że to one powodują moje samopoczucie. Czułam i nadal czuję straszny lęk przed wyjściem do ludzi. Ostatnio dostałam na przystanku ataku i dzwoniłam po męża żeby po mnie przyjechał i zabrał mnie do domu i tak też się stało. Przez kolejne dwa dni miałam strasznego doła i znowu czarne myśli, że moje życie się skończyło bo nie potrafię nawet wyjść sama z domu. Jednak po tym ataku przełamałam się już 3 razy i wyszłam do ludzi i pomimo, że miałam myśli, że muszę uciec bo za chwilę mi się coś stanie to zostałam i nic mi się nie stało. Poradziłam sobie z tymi myślami w tym momencie. Czuje w sobie taką małą dumę, że mimo iż bałam się wyjść przez ostatnie dni to jednak się odważyłam i nic mi się nie stało. Dziś znowu mam gorszy dzień. Wszystko mnie dołuje. Jednak staram się ciągle sobie powtarzać, że jestem silna i że dam radę. Tyle osób sobie poradziło i ja sobie też z tym poradzę. Wiem, że jeszcze wiele pracy przede mną, ale zrobię wszystko żeby moje życie wróciło do dawnego. Mimo, iż mam chwilę zwątpienia, że z jednej strony czuje się silna i próbuje różnych metod na rozładowanie stresu i odgonienie myśli np. zaczęłam kolorować kolorowanki dla dorosłych, zapisuj sobie swoje myśli z notatniku i staram sobie rozpisywać swoje probelmy to kiedy znowu przychodzi gorsze samopoczucie znowu czuje się bezsilna. Ale kończąc już ten mój długi i dosyć chaotyczny wpis chciałam podzielić się jeszcze tym, że po półtora miesiąca zmagania się z nerwicą i napadami, lekami widzę, że radzę sobie z nimi lepiej niż na początku. Na początku często od razu zamykałam się w sobie, kładłam się do łóżka, płakałam i widziałam wszystko w czarnych barwach. A teraz mimo że momentami czuje się naprawdę źle to staram się ze wszystkich sił szukać pozytywów i włączyć sobie, że nic złego mi się nie dzieje, i że jest to o stan który minie.
Kochana,
nic na siłę. Daj sobie czas i przyzwolenie na gorsze dni, bo każdy wychodzący z nerwicy takie dni ma, ale to każdy, uwierz. Suplementuj magnez, bo on leczy skołatane nerwy, najlepiej cytrynian. Do tego witaminka D3.
Witam. Moje problemy zaczęły się od lutego tego ze wybudzałem się w środku nocy i dużym lękiem.Nasiliło się to do tego stopnia że trafiłem na pogotowie. Tam przepisali mi leki, benzodiazepiny ktore brałem okolo miesiąc ale nie codziennie. Pozniej lekarz przepisał mi tricticco i progabaline oraz ketrel ktore biore do dzisiaj. W ostatnim tygodnou mialem duze pogorszenie i bralem znowu przez tydzien benzodiazepiny. Czuje sie fatalnie. Okazaniu sie ze mialem nerwice dlugi czad ale nie wiedZialem o niej. Odpaliła sie ona w marcu i tak do dzisiaj nie wiem co sie ze mna dzieje. Prosze o pomoc